Optymizm na urlopie

Nie znam człowieka, który byłby uśmiechniętym od ucha do ucha optymistą przez sto procent czasu. To normalne, że mimo tego, że w życiu wszystko się układa, miewamy spadki formy i psychicznie bliżej nam do sczerniałej skórki banana na chodniku, niż radosnego szczeniaczka. Prawda? I właśnie wtedy, gdy dopadają mnie takie chwile, moja samoocena opada swobodnie na dno Rowu Marjańskiego, a mózg zaczyna mnie przekonywać, że wcale nie jest ze mną tak dobrze, jak mi się wydaje.

Nie wierzę w siebie, gdy patrzę w lustro. Nie potrafię też samej siebie chwalić, chociaż wiele dziewczyn pewnie mogłoby mi zazdrościć wzrostu, długich nóg czy ładnych oczu i koloru włosów, którego nie powtórzyłby żaden fryzjer. A jednak mam takie dni, że żaden ciuch mnie nie cieszy, czekolada błaga by ją jeść, a ja wręcz czuję, jak te parszywe kalorie przytulają się do moich ud. Właśnie wtedy najchętniej zakryłabym wszystkie szyby i lustra czarnym prześcieradłem, zawinęła się w koc jak tortilla i obudziła się po dwóch latach.

Nie wierzę w siebie, gdy biegnę. Zamiast powtarzać sobie jak wiele przeszkód już pokonałam, a z każdym kilometrem rosnę w siłę i zbliżam się do wymarzonej formy, ja w głowie słyszę tylko ‚po co to robisz, i tak niczego nie dokonasz, lepiej nie będzie, wracaj do domu, w szafce w kuchni masz czekoladę‚. I chociaż masakrycznie się staram, uciszenie tego wewnętrznego potwora jest trudniejsze niż przyspieszenie na ostatnim kilometrze.

Nie wierzę w siebie, gdy pracuję. Mam w głowie dużo pomysłów i projektów, które staram się wdrażać w pracy. Przez ostatnie miesiące ciężko pracowałam, głównie dla własnej satysfakcji (serio, częściej myślę, że ambicja bywa zabójcza), ale w głębi duszy chciałam, żeby ktoś to zauważył i docenił. I stało się, dostałam awans. I choć minęło od tego momentu już parę tygodni i teraz już ze spokojem cały dział trzymam w ryzach, raz po raz przez głowę przemyka mi myśl, że przecież jednak taki aspołeczny ancymon jak ja, na pewno coś niedługo spieprzy. I choć dużo ludzi powtarza mi, że nikt nie nadaje się do tego tak, jak ja i że jestem świetna w tym, co robię, to moja mroczna strona mózgu i tak wie swoje.

Nie wierzę w siebie, gdy rozmawiam z rodziną. Bo wiadomo, że wszyscy obok wiedzą lepiej, co jest dla mnie dobre i w czym (podobno) jestem najlepsza i byłby ze mnie świetny weterynarz, prawnik czy lekarz. No przecież lider grupy ze mnie żaden, bo od urodzenia do mniej więcej 12 roku życia byłam przyczepiona do nogi tatusia i prawie nic nie mówiłam. Byłaś tak nieśmiała, że myśleliśmy, że masz autyzm. W porządku, ale ludzie się zmieniają. Przy okazji takich rozmów zastanawiam się, czy te osoby znają chociaż ułamek mnie wysnuwając takie wnioski.

Każdy miewa takie dni, gdy wrażenie, że jest się największym gównem ludzkości nie opuszcza na krok. Ale to mija, tak, jak siniak znika z kolana. Czasem trwa dłużej, czasem krócej, ale przechodzi. I tego się trzymajmy.

Ten post napisałam bardziej dla siebie. Żeby wrócić do niego następnym razem, gdy znowu wbrew rzeczywistości pomyślę, że jestem jakimś życiowym przegrywem.

A teraz przesyłam Wam pozdrowienia!

Reklamy

9 uwag do wpisu “Optymizm na urlopie

  1. Dziewczyno, pjona!

    Ja raz w miesiącu mam „cry baby day”, np w niedziele biegając z Piotrkiem gdy minęło jakieś 1,5km to nagle po prostu się rozkleiłam i koniec treningu. I nie, to nie efekt PMS 😮

    Na szczęście to mija, także głowa do góry i pamiętaj, że jesteś najlepsza w tym co robisz! I tak jak mówił Jan Paweł II: Wymagajcie od siebie, nawet jeśli inni od was nie wymagają 🙂 Buziaki 😘

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Bo czekoladzie trzeba „powiedzieć” w co ma iść. Skoro idzie Ci w uda to jesteś stuprocentową Słowianką. Słowianą idzie zawsze w nogi 😀 Ciekawy pomyśł na wpis na przyszłość. Taki psychologiczny… Każdy ma zły dzień, gdy przychodzi samoocena w HD. Czytaj w „cholere mała” 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Nie jesteś sama! Każdy ma takie momenty, kiedy nie wierzy w siebie 🙂
    Słyszałaś może o „Słoiku sukcesów”? Do słoika wkładasz karteczki, na których zapisujesz swoje osiągnięcia. W gorszych chwilach łowisz ze słoika karteczki, które czarne na białym pokazują ile jesteś warta! 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.