Stare śmieci, inna ja

Tak, jak wspominałam w #5 Bagatelkowym Podsumowniku, w związku z wyjazdem rodziców, na kilka dni zagnieździłam się w domu rodzinnym. Fajnie jest czasem wrócić na stare śmieci. Niestety, mimo pogody i masy świeżego powietrza, mało to ma wspólnego z odpoczynkiem. Przypomina raczej maraton ze stoperem w ręku.

Wstaję rano, ogarniam się, wyprowadzam psa, jadę do pracy wychodząc z domu najpóźniej jak się da, żeby psina nie była sama dłużej niż dziesięć godzin dziennie, pracuję osiem godzin, biegnę do samochodu i wracam szybko do domu, żeby wypuścić psiaka na ogród. Gdzieś pomiędzy tym staram się ogarnąć zakupy, starego kocura i wizyty u dentysty i ortodonty, bo akurat wszystkie terminy zbiegły mi się z wyjazdem wakacyjnym rodziców. O świcie ledwo otwieram oczy, w samochodzie śpiewam piosenki, głośniej niż na festiwalu w Opolu, żeby tylko nie zasnąć, a wieczorami walczę ze snem nad talerzem kolacji.

I wiecie, niby dzień szybko mija w tym pędzie, ale jednak chyba odzwyczaiłam się od życia na pełnych obrotach (albo jestem już po prostu stara). Mimo wszystko jakoś sobie radzimy. Mam zdecydowanie więcej ruchu niż w mieście, bo próbuję psince rekompensować kilkugodzinną samotność, przez co spacery zamieniają się w kilkukilometrowe wycieczki. Do tego podlewanie ogrodu (bo akurat musiała nadejść fala upałów), koszenie trawnika (bo trawa rośnie jak po*ebana) czy odkurzanie dużego domu. Suma sumarum – śpię jak niemowlę.

Niektórzy sąsiedzi patrzą na mnie podejrzliwie, pewnie myślą, że rozstałam się z facetem i wróciłam do mamusi i tatusia ze złamanym serduszkiem. 😛 Tymczasem mój A. biedny tęskni, biega do pracy i na studia i opiekuje się naszym małym (i grubym) kocim demonkiem. Najchętniej wywiesiłabym na płocie kartkę, że w moim związku wszystko gra, ale w zasadzie te ukradkowe litościwe spojrzenia są dosyć zabawne. 🙂

Mój stary kocur zakochał się we mnie na nowo i gdy tylko mnie widzi podbiega, wywraca się do góry brzuchem i czeka nieruchomo, aż zacznę go czochrać. Psina chyba nie dowierza, że ciągle tutaj jestem, bo nie opuszcza mnie na krok. Chce ze mną spać, towarzyszy przy posiłkach, przy robieniu prania, myciu, a nawet sikaniu, co czasem robi się lekko męczące. Cały czas sprawdza czy jestem, nawet teraz, gdy piszę ten tekst, dotyka łapą mojej nogi, żebym przypadkiem nie uciekła. To niesamowite, że zwierzęta potrafią tak pokochać człowieka i tak pragnąć jego obecności.

Dziwnie jest wrócić do domu rodzinnego po wyprowadzce. Niby to mój dom, miejsce, w którym mieszkałam dwadzieścia lat. Znam tu każdy kąt i przecież doskonale wiem, w której szufladzie w kuchni szukać deski do krojenia, a w której talerzy. Ale nie czuję się jak u siebie. Mam permanentne uczucie, że jestem na wyjeździe. Torba leży na w pół spakowana, tak jakbym już jutro miała się wynieść. Kosmetyki w łazience poustawiane w rządku, idealnie pod szybkie wrzucenie ich do kosmetyczki.

Odzwyczaiłam się od wielu rzeczy. Od tego, że gdy chce się umyć, wystarczy, że przymknę drzwiczki prysznica. Od tego, że lustro w łazience jest tak gigantyczne, że gdy myję zęby, albo maluję rzęsy, widzę, że mimo wyglądu siedemnastolatki, pojawiają mi się już zmarszczki mimiczne. Od tego, że żaden sąsiad za ścianą nie tłucze się młotkiem, albo nie kłóci z żoną. Od tego, że jest jedna chwilka o zmroku, kiedy nie słychać żadnego ptaka ani owada. Od tego, że trawa rano pachnie rosą.

Wiadomo, jest coś czego brakuje mi w centrum miasta. W bloku nie mogę zjeść śniadania wychodząc w piżamie na trawnik. A po pracy nie mam jak przejść się z psem po wsi, wdychając zapach mokrej ziemi i wiosennego wiatru. Podobno do wszystkiego da się przyzwyczaić, ale ja chyba nie mogłabym żyć w totalnie betonowym mieście. Mówią, że zielony kolor uspokaja i chyba faktycznie tak jest, bo w tym całym pędzie, odpręża mnie właśnie kilka minut na łonie natury. I chociaż chcę już wracać do mojego blokowego domu, wiem, że po wszystkim będzie mi tego trochę brakować.

P.S. Jest jeszcze jeden plus powrotu tutaj. Spiżarnia. Wyjadam rodzicom same kuchenne różności, a wiadomo, mnie jednak jedzeniem bardzo łatwo przekupić. 🙂

Reklamy

12 uwag do wpisu “Stare śmieci, inna ja

  1. Chciałam Ci napisać „odpoczywaj”, ale to chyba nie będzie na miejscu 😂 To w sumie powiem Ci inaczej… Jak najmniej się zmęcz, o 😂

    Jak chodzę do rodzinnego domu to też miewam dziwne uczucie, że to już nie moje miejsce w 100%. Mało tego, od kiedy w moim pokoju jest sypialnia Mamy to nawet głupio mi tam wchodzić, w końcu sypialnia to takie sacrum trochę, więc co z tego, że kiedyś tam spedzalam pol życia 😂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Znam to uczucie, chociaż kiedy ja przyjeżdżam do domu, to jest to faktycznie stan relaksu. Ale jednocześnie jestem gościem … bardzo to dziwne biorąc pod uwagę ile lat spędziłam w tych murach. A ze zwierzętami podobnie, koty zachowują dystans, bo nie wiadomo kiedy to to znowu zniknie, natomiast psy są bezgranicznie zafascynowane taką sytuacją, że jednak nie umarłam.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Pingback: #6 Bagatelkowy Podsumownik | Bagatele i Bibeloty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.